Szampon | Licznik: 000000
Czy ktoś z Państwa widział, oglądanie w telewizji też się liczy, narodziny młodej żyrafy? Nie? Opowiem.
Przychodząc na świat młode żyrafiątko wyskakuje z bioder żyrafy mamy i przyciągane siłą grawitacji, uderza całym swoim ciężarem o ziemię. Oczywiście żyrafa mama stara się, jak umie, by dziecku umniejszyć cierpień. Wiadomo przecież, że każda matka zrobi dla swojego dziecka wszystko. Wygina więc ciało w nieprawdopodobnym tańcu, chcąc przybliżyć tylną część tułowia ku ziemi. Możemy sobie tylko wyobrazić, ile wysiłku wkłada w ten taniec, bo przecież za chwilę jej dziecko spadnie na ziemię tę z wysokości mniej więcej dwóch metrów.
Żyrafa mama w amoku tańca zapomina o całym świecie. Dla niej całym światem jest teraz żyrafa córeczka, albo żyrafa synuś. Ona nie wie, co wypadnie z jej bioder. Wie tylko, że cały świat niczym jest wobec tego jednego małego żyrafiątka, które za chwilę ma zobaczyć świat po raz pierwszy. Taniec trwa.
Po narodzinach i oczywiście po upadku zawsze dramatycznym, młoda żyrafa ma jakieś pół godziny, by się pozbierać i iść za stadem, a jeśli tego nie zrobi, to mamy koniec rozdziału, bo lwy i inne takie, którym natura dała zęby przystosowane do jedzenia mięsa, zakończą nam opowiadanie smaczną kolacyjką z młodej, krwistej żyrafiny. Za drastycznie? Życie.
W naturze zazwyczaj ta scena już się kończy. Żyrafa mama i żyrafa córeczka lub żyrafa synuś – jak kto woli – żyją sobie potem długo i szczęśliwie, jednak dla potrzeb naszego rozdziału wymagany jest inny przykład. Potrzeba nam entropii.
Załóżmy hipotetycznie, że żyrafa mama w swoim nieprawdopodobnym tańcu chcąc przybliżyć tylną część tułowia ku ziemi, zapomina o bożym świecie bardziej, niż inne żyrafy mamy i nie czując niczego – każda matka wie, jak to jest, ja też wiem, byłem przy tym – wkłada przez przypadek jedną z nóg do jakiejś dziury i łamie ją, nawet o tym na tę chwilę nie wiedząc. Poród dobiegł końca. Młode żyrafiątko powoli dochodzi do siebie, ale żyrafa mama nie będzie już mogła cieszyć się życiem. Dla niej ono powoli się kończy. Na sawannie nie da się żyć ze złamaną nogą. Nie ma tam karetki pogotowia. Nie ma urlopu macierzyńskiego. Nie ma ubezpieczenia na wypadek. Nie ma tam tego wszystkiego, co my nazywamy opieką lekarską.
Co teraz zrobi młoda żyrafa? Ma dylemat. Jak postąpi? Stado zaraz odejdzie. Złamana noga jednej z sióstr, to potencjalne zagrożenie ze strony drapieżników. Zwierzęta mięsożerne tylko czekają na taką okazję. Są obok. Zawsze. To ich życie. Stado nie będzie walczyć o tego jednego nieudacznika ze złamaną nogą. Nie poczeka, aż ten dojdzie do siebie. Nie ma tam szpitala, gdzie można złamaną nogę wyleczyć. Noga sama się nie zrośnie. Takiego pięknego scenariusza nie będzie na pewno. Na pewno będzie tylko jedno. Śmierć żyrafy, która nie może już iść za stadem.
Zostać z mamą, czy iść z innymi? Młoda żyrafa myśli, co ma zrobić, choć oczywiście nie zdaje sobie sprawy z tego, że myśli, bo świadomości nie posiada i robią to za nią instynkty. Musi przecież podjąć decyzję. Na jakiejś podstawie to zrobi. Na pewno zrobi. Musi wybrać. Iść czy zostać? Iść czy zostać? Stado jeszcze nie odeszło. Moment decyzji jeszcze nie nastąpił, a tu telefon dzwoni. Tara daą daą, tara daą daą, tara daą daą diłłł … Tara daą daą, tara daą daą, tara daą daą diłłł …
– Halo.
– Hej Skarbie, co robisz?
– Czytam.
– O czym?
– O żyrafie?
– Fajne?
– Nie wiem, nie doczytałam do końca. Co jest?
– Jestem w sklepie. Wysłałem ci fotkę. Doszła? Który kupić? Chciałaś.
– Zobaczę, poczekaj. Nie rozłączaj się.
Młoda dziewczyna o pociągłej, harmonijnej i wyjątkowo pięknej twarzy, odkłada książkę na ławę stojącą obok sofy, na której jeszcze przed chwilą leżały obie. I dziewczyna, i książka. W sofie tej nie ma nic szczególnego. Normalna trzyosobowa sofa z JYSK-a koloru écru. Ława w podobnym guście. Widziałem takie w IKEI. Kolor ławy idealnie pasuje do szafek wiszących na ścianie w dwóch rzędach. To też IKEA. Model Besta. Lampy nie widać. Telewizora też nie obejmuje ten obraz, ale widać podłogę i ścianę pomiędzy meblami, a ta wypełniona jest imitacją jasnych, podłużnych kamieni. To płytki ścienne Stegu. W Castoramie takie sprzedają. Na podłodze panele. Ładne. Też z Castoramy. Na nich jasny dywanik, długi włos idealnie pasujący odcieniem do reszty. Nowocześnie, gustownie, miło.
Dziewczyna przeciąga się ziewając w geście lekkiego znudzenia – może, a może nie wypiła jeszcze kawy z rana, nie wiemy przecież, która jest godzina. Obraz nie pokazuje nam zegara. Pokazuje nam tylko dziewczynę i jej otoczenie, a ona rozciąga szczupłe ciało na sofce, kładąc głowę na jej boku. Czarne włosy błyszczą, odbijając refleksy słońca padającego przez okno. Rozlewają się, dotykają tapicerki mebla. Na jej twarzy widać uśmiech zadowolenia. Podnosi teraz swoją Nokię na wysokość oczu i patrzy na zdjęcie, które przyszło mms-em. Na zdjęciu widzi alejkę pomiędzy rzędami regałów w jakimś markecie. Bardzo jasne światło. To w Rossmanie jest. Tam jest tak jasno!
W alejce stoją dwa kosze. Jeden po prawej stronie alejki, a drugi po lewej. Nad każdym z koszy umieszczono kartkę w czerwonej ramce. Na obu kartkach ta sama cena 19,99 zł. W koszach widać dwa rodzaje szamponów. Po lewej kosz z opakowaniami czarno białymi. Ten kosz jest pełny. Po prawej kosz do połowy pusty i podobne opakowania tyle, że kolory odwrotne. Biały na górze, czarny na dole.
– Jesteś?
– Tak. Znalazłem ten szampon z tymi srebrnymi granulkami. Są dwa rodzaje. Nie wiem, który kupić.
– Jaka pojemność?
– Pincet mil w obu. Pachną inaczej, ale nie umiem ci opowiedzieć, co to za zapach. Taka opowieść mnie przerasta. To nie dinozaury. Co teraz?
– Weź ten po prawej.
– Czemu?
– Bo wszyscy go biorą, pa.
Dziewczyna odkłada telefon na ławę, bierze książkę do ręki i podąża za stadem zostawiając żyrafę mamę. Obraca co chwilę głowę za siebie bojąc się bardzo tych oczu okolonych grzywą brązowozłotych włosów, które widać schowane w niedalekiej trawie. Jakoś tak … straszne są. Boi się ich, a patrząc na nie co chwilę ledwo idąc, bo to pierwsze kroki w jej życiu, prawie obija się o pasącą zebrę. Zebry się nie boi. Lwa się boi. Trawę będzie jadła. Wodę będzie piła. Skąd to wie, przecież do szkoły nie chodziła i zdań tych o sobie w książce przeczytać nie umie. Dla niej to tylko kreski proste lub kreski krzywe. Kółka i kropki, i każda inna. Koniec obrazu.
****
– Tato.
– Tak serce moje.
– To za trudne dla mnie jest.
– Ale co? Konkretnie. Opowiadaj.
– No wiesz. Ten mechanizm … pod … sia … pod … świa … domy … mechanizm … dowodu społecznego i to dziwne tłumaczenie. To za trudne jest. Ta żyrafa i ta dziewczyna, i co to ma ze sobą wspólnego, że najpierw ona coś wybrała w sklepie z koszyka, a potem za stadem poszła, a do tego ten autor opisuje właśnie nas.
– Nas?
Mężczyzna leżący na sofie obok chłopca unosi głowę znad książki.
– Nas? Opisuje nas?
Widać wyraz wzmagającego się szczerego zaciekawienia na twarzy mężczyzny.
– Dlaczego tak myślisz?
Mężczyzna leżący na sofie obok chłopca unosi głowę znad książki.
– Nas? Opisuje nas?
Widać wyraz wzmagającego się szczerego zaciekawienia na twarzy mężczyzny.
– Dlaczego tak myślisz?
– Bo nasz pokój tak wygląda. Bo mamusia jak ma wolne, to rano zawsze coś czyta. Bo meble mamy też takie same i podłogę, – chłopiec milknie na chwilę i mówi dalej – sofa kupiona jest w tym samym sklepie. I te płytki na ścianie. Panele z Castoramy. Meble z IKEi. Dywanik. Wszystko tato. Wszystko.
Mężczyzna uśmiecha się pobłażliwie.
Mężczyzna uśmiecha się pobłażliwie.
– To złudzenie tylko. To nie możliwe, by ktoś o nas pisał. Zbieg okoliczności.
Chłopak kręci z niedowierzaniem głową.
Chłopak kręci z niedowierzaniem głową.
– Nie tato. To za bardzo podobnie wygląda. Tu coś jest nie tak. Tak mi się wydaje. Za bardzo to jest do nas podobne.
– Chcesz żebym ci to wytłumaczył? Wolisz to niż czytanie? Tak chcesz?
Mężczyzna wstaje, odkłada książkę na ławę stojącą obok, bierze swojego syna na ręce, jak małe dziecko i patrząc mu w oczy mówi.
Mężczyzna wstaje, odkłada książkę na ławę stojącą obok, bierze swojego syna na ręce, jak małe dziecko i patrząc mu w oczy mówi.
– Wolisz opowiadanie? Takie jak zawsze? Pytania i odpowiedzi?
Syn zarzuca ojcu ręce na szyję. Przytula się do niego cały i szepce mu do ucha.
Syn zarzuca ojcu ręce na szyję. Przytula się do niego cały i szepce mu do ucha.
– Tak tato. Takie jak zawsze. Ja pytam, ty mówisz.
– No to pytaj.
Siadają obaj na sofie. Miękka gąbka poddaje się pod ciężarem ojca i syna.
– Pytaj.
Siadają obaj na sofie. Miękka gąbka poddaje się pod ciężarem ojca i syna.
– Pytaj.
Chłopak patrząc ojcu głęboko w oczy, unosi brwi w geście mogącym oznaczać tylko jedno. Głębokie zastanowienie. Zaczyna wolno mówić, oddzielając każdą część zdania kilkusekundowymi przerwami.
– Najpierw żyrafa. Dlaczego jeśli się rodzi i na przykład … jeśli w tym momencie porodu … narodzin, no wiesz … po narodzinach w Afryce na sawannie … a ona jest mała, dopiero co się urodziła, dlaczego gdy jej mama łamie nogę, a tam szpitala nie ma, to muszą ją lwy zjeść?
Przerywa na chwilę. Brwi wędrują w górę.
– Właściwie to rozumiem.
Znów przerywa. Znów marszczy brwi. Mija kilkanaście sekund. Kontynuuje.
– Złamała nogę i nie może iść dalej, okej, ale dlaczego mała żyrafa nie zostaje z mamą, tylko odchodzi ze stadem? Skąd wie, że to bezpieczne? Że to rozsądne, bo inaczej też ją lwy zjedzą? Skąd wie, że zebra jej nie zje na przykład? Że wodę się pije, a trawę je? Wiesz?
Ojciec uśmiecha się. Marszczy brwi w geście głębokiego zastanowienia. Tak mija dłuższa chwila. Wreszcie zaczyna.
– Rządzą nią, tą żyrafą, instynkty. Ona nie myśli. Nie umie myśleć, tak jak my, ludzie. Nie wie, że trzeba myć zęby, żeby potem nie bolały. W jej umyśle plan życia jest wbudowany na stałe, jak program w komputerze. Na przykład. Umysł otrzymuje sygnał z organizmu, że brak mu substancji odżywczych. Klika swoją myszką w bodziec głodu. Wtedy żyrafa jest głodna i je. Teraz inny przykład. Żyrafa widzi lwa. Obrazek lwa z oka trafia do mózgu. Pojawia się strach na widok lwa. Jest bodziec, boi się, to ucieka.
– A na widok zebry?
– Na widok zebry raczej nie pojawi się bodziec strachu, bo zebra nie jest mięsożercą, dziecko.
– A co ma do tego ten dowód społeczny?
– Noooo … bardzo dużo. Dowód społeczny, to taki kawałek mózgu żyrafy na naszych umysłach.
– Tak? Mam mózg żyrafy w głowie?
– Dokładnie tak jest. Synu mój, ukochany, jedyny.
Mężczyzna kręcąc głową na boki zbliża twarz do twarzy chłopca i pocierając czubkiem swojego nosa o nos syna, mówi oddzielając słowa przerwami.
– Dokładnie tak jest. Synu mój. Ukochany. Jedyny.
Mężczyzna kręcąc głową na boki zbliża twarz do twarzy chłopca i pocierając czubkiem swojego nosa o nos syna, mówi oddzielając słowa przerwami.
– Dokładnie tak jest. Synu mój. Ukochany. Jedyny.
– Ojcze! Mój! Ukochany! Jedyny!
Chłopak obrusza się.
– Rozmawiajmy poważnie! Zawsze w pytaniach i odpowiedziach rozmawiamy poważnie! Tak?
Chłopak obrusza się.
– Rozmawiajmy poważnie! Zawsze w pytaniach i odpowiedziach rozmawiamy poważnie! Tak?
Mężczyzna zamyka oczy. Uśmiecha się. Duma i zadowolenie towarzyszą temu uśmiechowi. To jego największe szczęście rozmawiać ze swoim dzieckiem właśnie w ten sposób. Słyszeć dorosłe już słowa układane w nieznoszące sprzeciwu zdania przez jedenastolatka przecież.
– To prawda serce moje. Już ci to wyjaśniam. Złaź, bo ciężki jesteś.
Szybkim ruchem syn zeskakuje z kolan ojca na podłogę i zanim ten zdążył się poruszyć, on jest już na sofie. Leży teraz na plecach z rękami pod głową oparty o jeden z jej boków. Jest dumny ze swojej szybkości. Podkula nogi w kolanach. Uśmiech rozjaśnia mu twarz.
Szybkim ruchem syn zeskakuje z kolan ojca na podłogę i zanim ten zdążył się poruszyć, on jest już na sofie. Leży teraz na plecach z rękami pod głową oparty o jeden z jej boków. Jest dumny ze swojej szybkości. Podkula nogi w kolanach. Uśmiech rozjaśnia mu twarz.
– Tak jak zawsze? Dotykamy się stopami?
– Tak jak zawsze.
Odpowiada mężczyzna oddając uśmiech. Sadowi się na drugim końcu sofy w tej samej pozie, wolno rozpoczynając dalszą rozmowę.
Odpowiada mężczyzna oddając uśmiech. Sadowi się na drugim końcu sofy w tej samej pozie, wolno rozpoczynając dalszą rozmowę.
– Zaczniemy od ...
– Od mózgu żyrafy w mojej głowie i żadnych dubli proszę.
Szybko i stanowczo wypowiedzianymi słowami z powagą godną wykładowcy na uniwersytecie, chłopiec zwraca się do ojca.
Szybko i stanowczo wypowiedzianymi słowami z powagą godną wykładowcy na uniwersytecie, chłopiec zwraca się do ojca.
– Zgoda.
Ten odpowiada. Uśmiech znika. Widać na jego twarzy skupienie.
Ten odpowiada. Uśmiech znika. Widać na jego twarzy skupienie.
– Pamiętasz, jak powstałeś? Mamusia cię urodziła, ale ja też byłem potrzebny. Pamiętasz tę rozmowę?
– Tak tato – widać niesmak na twarzy chłopca – byłem w brzuchu mamy. Wiem. Najpierw fasolka, potem się urodziłem, wiem i …?
– I to oznacza, że abyś się urodził, to potrzebny jest tato i mama. I tak jest u wszystkich. Ja też miałem rodziców, a oni również ich mieli. Każde z nich. Babcia też miała tatusia i mamusię. Tatuś od babci sam wybudował młyn. Byliśmy tam. Ten młyn wciągnął prababcię za rękaw, połamał i dlatego ona potem umarła. Pamiętasz?
– Tak. Pamiętam. – Z lekkim przestrachem i natychmiast szklistymi oczami odpowiada chłopiec. – Pamiętam dobrze.
– No właśnie, ale oni też mieli rodziców i ich rodzice również, a to dopiero sto lat wstecz. Czy wiesz, co było wcześniej?
– Nie. Mów dalej tato.
– Wcześniej też każdy z nich był dzieckiem ja ty teraz. Pamiętasz kiedy wyginęły dinozaury?
– Pamiętam. Sześćdziesiąt pięć milionów lat temu.
– To było bardzo dawno. Wtedy też żyli jacyś tam nasi przodkowie i może razem z dinozaurami biegali po ziemi.
– Czy my byliśmy dinozaurami kiedyś?
– Nie. Dinozaury to gady, jak krokodyle i węże. Tym różnią się od nas ssaków, że u nas ssaków mama rodzi dzidziusia, a dzidziuś po urodzeniu ssie pierś mamy, natomiast u gadów mama znosi jajka i w nich są małe zwierzątka.
– A co ma do tego ten dowód społeczny?
– Kiedyś dawno, dawno, nie wiem kiedy i nikt tego nie wie, powstały wszystkie zwierzęta. Wszystkimi tymi istotami coś kierowało, by przeżyły, bo przeżyły. Tak?
– Mów dalej tato.
– Świat ludzi, to dopiero ileś tysięcy lat, a ziemia liczy sobie tych lat miliony. Przez wszystkie te lata mózgi uzbrojone w naturalne programy do przeżycia dawały sygnały poszczególnym gatunkom, jak żyć i jak przeżyć. Przez miliony lat tak było i świat dawał sobie radę. Człowiek współczesny, współczesny to taki jak my, odziedziczył ten stary mózg po przodkach. Nie wiem po jakich, ale jacyś musieli przecież być, a w momencie, gdy zaczęliśmy rozumieć, że możemy dbać o zęby, żeby nie bolały, czyli uzyskaliśmy świadomość, mózgi zaczęły nam rosnąć. Zaczęły być coraz większe, by mogły myśleć więcej i szybciej, ale ten stary mózg pozostał gdzieś tam, głęboko. On tam cały czas jest. Mieliśmy kiedyś tatę i mamę, którzy biegali po sawannie albo żyli na drzewach i po nich odziedziczyliśmy stare mózgi. Dopiero potem kolejne mózgi zaczęły budować nowe komórki mózgowe dookoła starego mózgu. Jednak nowy mózg nie ma takiego doświadczenia, jak mózg stary i gdy nie wie, jak postąpić, to pyta się tego starego, co ma zrobić. Nazywamy to myśleniem podświadomym. Jednym z elementów tego myślenia jest właśnie dowód społeczny, o którym czytasz. U zwierząt instynkt ten nakazuje podążanie za przewodnikiem stada, a następnie za stadem. U ludzi pozostałość tego instynktu przeradza się w podobne zachowania. Człowiek myśli tak. Jeśli inni coś robią, to dla mnie też to będzie dobre lub innymi słowami, wszyscy mają rację, a ktoś będący przeciwko wszystkim, nie ma racji. To dlatego ludzie wierzą w to, w co wierzą wszyscy. To dlatego nie wierzą temu, komu nikt nie wierzy. To dlatego, jeśli ktoś wybuduje większy sklep, to idziemy tam kupować, bo widzimy tam więcej ludzi. To mówi stary mózg w naszych nowoczesnych czasach. Właśnie ten mechanizm w naszym starym mózgu nazywamy … dowodem … społecznym. Gdy widzimy, że inni ludzie w jakiś sposób postępują, to nawet jeśli jest to nieprawidłowe, prawie zawsze uważamy to za słuszne i godzimy się z tym. Ciężko to zmienić, a wzięło to się stąd, że kiedyś dawno każdy członek stada podążał za tym największym i najsilniejszym, który pokazywał, jak należy postępować i gdzie iść, żeby było więcej jedzenia i gdzie było bardziej bezpiecznie. Dlatego inni z końca stada szli za tymi, co gdzieś tam widzieli tego najsilniejszego i tak zrodził się ten mechanizm w wersji … darwinowskiej. Darwin, pamiętasz? – skinienie głową – on twierdził, że życie na ziemi pochodzi od pierwszej żywej komórki, która powstała przypadkiem w tyglu aminokwasów, a potem po miliardach lat rozwinęło się do tych wielu form jakie znamy dzisiaj.
Ojciec przerywa na krótką chwilę. Nabiera powierza.
– To była wersja pierwsza tłumaczenia, czym jest podświadomy mechanizm dowodu społecznego. Druga wersja jest krótsza i oparta o teorię … kreacjonizmu, czyli o to, że świat został przez kogoś zaprojektowany, a następnie stworzony. Pamiętasz film co było pierwsze, jajko czy kura?
Widząc potakujące kiwanie głowy syna ojciec mówi dalej.
– Ci naukowcy, którzy są wierzący, nazywają Tego Stwórcę Bogiem. Naukowcy ateiści natomiast zwą Go Wielkim Projektantem. Wielki Projektant lub Bóg, sam sobie wybierz Kim prawdopodobnie jest nasz Stwórca, serce ci to podpowie. Otóż Bóg tworząc nas jak z klocków Lego najpierw do naszych mózgów włożył te klocki, które wcześniej zaprojektował między innymi dla żyraf, a potem dołożył świadomość i tak powstaliśmy my, ludzie i … nasze mechanizmy myślenia podświadomego. Dokładnie te same mechanizmy, których używają zwierzęta, jak już to wiesz. Teraz najważniejsze.
– Pan profesor Robert Cialdini - chyba Amerykanin o włoskim nazwisku - posegregował te mechanizmy i teraz wszystkie uniwersytety świata stosują ten podział. Ten profesor wyodrębnił ich sześć, a jednym z nich jest dowód społeczny, czyli podświadome podążanie za innymi. Nie wiem, o czym jest to twoje opowiadanie, ale tłumaczenie, że jakaś tam dziewczyna poszła za stadem coś kupując i że przyczyną zakupu jest podświadome podążanie za stadem, to to jest całkiem poprawne tłumaczenie zasady działania tego mechanizmu. Tyle wiem, czy jest pan zadowolony z takich wyjaśnień synu, mój, ukochany, jedyny?
Chłopiec w szczerym zachwycie dla ogromu wiedzy ojca mówi.
– To dlatego największe sklepy sprzedają najwięcej, bo ludzie kupują jak stado i lubią kupować tam, gdzie widzą, że inni też coś kupują.
– Tak.
– To dlatego nasz domek podobny jest do innych, bo wszyscy kupujemy w tych samych sklepach, bo te sklepy są duże?
– Tak.
– A jak będę duży i wybuduję jeszcze większy sklep i wykorzystam do tego stare mózgi ludzi, to będzie to oszustwo?
– Nie serce moje. To będzie marketing, a teraz biegaj, bo mama coś krzyczy z łazienki.
Chłopiec zrywa się momentalnie i znika w dwie sekundy z pola widzenia ojca. Za kolejnych kilka wystawia głowę zza futryny mówiąc.
– Tato. Mama pyta, gdzie dałeś ten szampon z tymi srebrnymi granulkami, który kupiłeś dzisiaj w Rossmannie.
****
Buy Coffee